zdj. Scyzor zza fajery

Zdewastowane autobusy unijne wyjechały na linie. Dlaczego MPK łamie kolejne zapisy umowy z miastem?

Ponad 30 tysięcy złotych – taki jest bilans strat miejskiego przewoźnika po nocnej dewastacji autobusów unijnych.

Mienie miasta za słabo pilnowane

Wbrew opinii mediów, zniszczone autobusy nie są własnością MPK, a miasta. Są to pierwsze autobusy unijne które dotarły do Kielc w 2009 i 2010 roku. Obsługują linii od 102 do 114. Straty nie wyniosły również 100 tysięcy zł, jak zapewniało Radio Kielce, a 30 tysięcy i zostaną pokryte z ubezpieczenia AC, które obejmuje m.in. działanie osób trzecich.

Zgodnie z zapisem w umowie, pomiędzy miastem Kielce i MPK, teren bazy postojowej powinien:

Zgodnie z umową przekazania autobusów unijnych i hybrydowych, operator (MPK) musi zapewnić całodobowy monitoring oraz ochronę miejsca postoju autobusów. Jest to podyktowane nie tylko aktami wandalizmu, ale również ochroną urządzeń, w które wyposażone są autobusy. Automaty biletowe nie są opróżniane z pieniędzy, jeżeli nie są „pełne”.

Jak się okazuje, MPK dopuściło się ogromnych zaniedbań w tej kwestii. Parking dla autobusów unijnych, to wydzierżawiony fragment pobliskiego osiedla, który dawniej pełnił funkcję boiska. Jest to najsłabszy, pod względem bezpieczeństwa, fragment zajezdni MPK. Wzniesienie, bo na nim znajduje się niewielki plac, odgrodzone jest od bloku zwykłą siatką, która ma liczne dziury.

Może wydawać się to absurdalne, ale brama od strony ul. Krakowskiej, która na noc jest zamykana, znajduje się tuż obok stróżówki, w której zawsze świeci się światło. Zdziwić mogą się ciekawscy, bowiem w budce nie znajdziemy człowieka, a… manekina w kamizelce odblaskowej!

Zabawne jest to, że do zajezdni, w której stoi ponad 170 autobusów może wejść tak na prawdę każdy. Potwierdzeniem zaniedbania ze strony MPK jest chociażby nagranie jednego z youtuberów:

 

Autobusy wyjechały na trasy

Tuż po zajściu, autobusy normalnie wyjechały na trasy, bo… MPK nie mogło ich niczym zastąpić. Umowa stanowi jasno, że przewoźnik jest zobowiązany do zapewnienia rezerwy autobusowej w ilości pozwalającej na bezproblemowe świadczenie usługi przewozu. Jest to kolejne nagięcie zapisów umowy, której specyfikacja została napisana niechlujnie i nie zabezpiecza należycie majątku publicznego. W całej Polsce, od przewoźników wymaga się konkretnej liczby dostępnych autobusów rezerwowych np.: 5-10 sztuk, aby zapewniać ciągłość obsługi czy niwelować zakłócenia w ruchu.

Zniszczone autobusy, z pomazaną tapicerką i szybami kursowały bez przeszkód do około południa. Po nagłośnieniu sytuacji i oburzeniach mieszkańców ZTM podjął decyzję o ich wycofaniu. Autobusy są sukcesywnie ściągane z linii i myte – zapewnił rzecznik ZTM, Grzegorz Witkowski.

MPK nie uczy się na własnych błędach?

Zniszczenie autobusów na terenie zajezdni MPK to nie pierwsza taka sytuacja. Graffiti na pojazdach znalazło się już kilkakrotnie na przestrzeni 10 lat. Te akty wandalizmu już wtedy dawały znak, że z ochroną zajezdni jest coś nie tak. Nie dało to do myślenia również pracownikom ZTM, którzy bez problemu dopuścili niedostatecznie chroniony teren do realizacji umowy.

To powoduje, że musimy zadać pytania: czy MPK wystarczająco zabezpieczania mienie publiczne oraz czy zamówienie warte ponad 650 milionów złotych jest wykonywane należycie, czy kolejny raz doszło do cichego tolerowania łamania zapisów umowy.

Akt wandalizmu z 2009 roku.

 

Zdjęcie nagłówkowe: Scyzor zza fajery